Moja kochana Whiskas – Epilog – część II
Autor: Pluszak | Data: 03 sie 2009 7:09 |czytano: 507x
Gdyby można było cofnąć czas… Cofnąć do takiego momentu kiedy wszystko dobrze się układa. Cofnąć do takiego momentu kiedy znowu dostaję możliwość podjęcia decyzji. Gdyby można było mieć na tyle czasu aby móc konsultować swoje decyzje z ludźmi którzy wiedzą więcej. Gdyby można było mieć możliwość wyboru – ta opcja, albo ta opcja, nie udało się – wtedy jeszcze jakaś inna opcja… Może któraś decyzja była zła? Może podjęta zbyt szybko, pochopnie albo zbyt późno… Nie wiem… Nie mogę cofnąć czasu tak jak można cofnąć film. Oglądnąć jeszcze raz, i jeszcze raz. Wyłapać wszystkie niuanse czy błędy. Niestety wiele razy w Życiu trzeba wybierać którąś z dróg. Wiele decyzji można podjąć tylko raz, są wiążące i mają wpływ na inne decyzje. Odwrotu nie ma…
Sobota
Film puszczony od tyłu, dziś w zwolnionym tempie. Analiza sobotnich wydarzeń. Jest noc z piątku na sobotę. Zastanawiam się czy powinienem wziąć Whiski na tapczan, przytulić ją tak jak co wieczór, czy może powinna tę noc przespać w swojej budzie. Widać że jest słaba. Zapada decyzja – niech prześpi noc na tapczanie. Kotka kładzie się pomiędzy mną a oparciem tapczanu. Większość nocy tak przesypiała. Lubiła to. Czasem kiedy byłem odwrócony w drugą stronę tapczanu kotka czekała aż odwrócę się w stronę oparcia. W czasie oczekiwania robiła po tapczanie dłuższy spacer, 3-5 okrążeń czekając aż będę odwrócony na właściwy bok. Sama wtulała się w moje ramiona kładąc pyszczek na mojej ręce. Pozwalała się przykryć kołdrą.
Znów leży obok mnie. Ale nie śpi. Od czwartku ma duże problemy ze spaniem. W przeciągu trzech dni przesypia może 2 godziny. Próbujemy jej dać pić, jeść. Ale w sobotę nie chce ani jeść ani pić. Gaśnie światło. Mi udaje się zasnąć w miarę szybko, ale budzi mnie najmniejszy ruch kotki. Budzą mnie także jej dwa miau. Kotka przed północą musiała zejść z tapczanu gdyż po północy budzi mnie głośny stuk. To Whiski próbowała z powrotem wskoczyć na tapczan. Ale jej się nie udało. Nie miała siły, a w dodatku zahaczyła o krawędź stołu. Pogorszenie stanu zdrowia następuje po północy. Poszukiwania weterynarza który ma czynne 24h. Ten gabinet z którego korzystaliśmy niestety w nocy jest zamknięty. Ale znajdujemy przychodnię weterynaryjną czynną 24h.
U weterynarza jesteśmy o godz. 0.40. Pan weterynarz widział ta kotkę po raz pierwszy. Wypytywał o objawy, o podawane leki. Stwierdził u kotki oczopląs a także odwodnienie organizmu. Po wcześniejszych wizytach u weterynarzy wiedzieliśmy o tym że kotka ma jakieś problemy neurologiczne. Weterynarz przeprowadził mały test. Wziął kotkę na ręce i zbliżył przednimi łapkami do krawędzi stołu, tak żeby kotka poczuła jakąś przeszkodę. Normalny zdrowy kot w takiej sytuacji którąś z łap podniesie, będzie próbował postawić na stole, ale Whiski nie zareagowała. To potwierdziło wcześniejsze diagnozy ze dzieje się cos złego w układzie nerwowym. Kotka dostaje kroplówkę pod skórę i dwa zastrzyki. Zastrzyki – porcje średnie, jeden z nich to mocny środek przeciwbólowy. Weterynarz mówi żeby obserwować kotkę, gdyż może być różna reakcja na te zastrzyki. Kotka może zasnąć, ale nie musi, stan Zdrowia może się poprawić ale może pogorszyć. Koło 2.00 w nocy wróciliśmy do domu. Kotka została ułożona obok Kasi i tak przeleżała to rana. Rankiem okazało się że kotce cieknie ślina z pyszczka, a także było widać dużą plamę moczu kotki na tapczanie. I znów niewiadome…. Czy to efekt działania leków, kroplówki, czy efekt bardzo złego stanu Zdrowia kotki. Przełożyliśmy kotkę do jej budki. Została okryta dwiema koszulkami gdyż wyraźnie było czuć je jest dużo zimniejsza jak zazwyczaj. Około godziny 8.30 kiedy sprawdzałem czy kotka Żyje było wyraźnie widać jak unosi się jej bok a wraz z nim koszulki. Widać i czuć było że Whiski oddycha. Kolejne sprawdzenia, jeszcze dwa lub trzy – za każdym razem coraz trudniej można było wyczuć że Whiski oddycha. W czasie sprawdzań stanu Życia kotki wymawiałem cicho Jej imię. Nie reagowała już poruszaniem uszu tak jak to miało miejsce w piątek. Wizyta u weterynarza który prowadził kotkę była umówiona na popołudnie. Ostatnie sprawdzenie stanu Życia Whiski było około 10.15, nie mogłem doszukać się oznak Życia. Widać było także oczy kotki, oczy ucieknięte gdzieś na bok – oznaka śmierci…? Nie wiedziałem tego w 100% ale czułem wewnętrznie że Whiski odeszła. Nie zapomnę widoku Jej oczu do końca Życia. Czułem że jak pojedziemy do weterynarza to pojedziemy z kotką która nie Żyje. Pojechaliśmy około 10.30, dużo wcześniej niż było to umówione. Dalej już znacie…. Jest to zapisane we wczorajszym wpisie.
Kochana kotka Whiskas przeszła na drugą stronę Tęczowego Mostu
Dziś w nocy udało mi się trochę więcej pospać. Ale i tak budziłem się co pół godziny. To druga noc kiedy nie słychać cichego stukania pazurków kotki. Z gardła chce wyrwać się Whiski… Ale budzi się świadomość że kotka już nie przyjdzie. Łzy jak grochy wsiąkają w poduszki…. Zadaję sobie pytania… A może trzeba było jechać kolejny raz do weterynarza zaraz rano? A może inny weterynarz podałby inne leki? Lepsze? Może lepiej zdiagnozował? Głupia wyobraźnia… Trzeba wierzyć że pan weterynarz zrobił wszystko co w Jego mocy aby uratować kotkę…
Brakuje mi codziennego mruczenia Whiski, brakuje mi wtulania jej pyszczka w moją rękę, brakuje mi nawet kuwety kotki która od kilkunastu lat stała w łazience. Brakuje miseczek na mleko i chrupki. Coraz więcej rzeczy i faktów jest na NIE….
Nie będzie, nie przyjdzie….
Ale jedno jest na TAK. I to było już w sobotę. Jest decyzja że będzie następna kotka. To tylko kwestia czasu. O Tęczowym Moście i następnej kotce w kolejnych notkach. A tymczasem to tyle, idę topić się we własnych łzach… Żaden kot nie będzie taki sam jak Whiski, i żadne kot mi nie zastąpi mojej kochanej Whiski.






















Dokładnie się zgadzam z tym zdaniem: „Żaden kot nie będzie taki sam jak Whiski, i żadne kot mi nie zastąpi mojej kochanej Whiski.” jest w tym sama prawda, bo każdy kot jest inny. Potrafię Cię zrozumieć w tym momencie, gdyż ja prawie to samo przeżywałam 2 lata temu i do dzisiaj nie moge o swoim Bonim zapomnieć, heh…nawet czytając na temat twojej Whiski wywołało to u mnie łzy i wspomnienia o moim kocie. Ja prawdopodobnie do września będę miała też jakiegoś kota w domu. Mama by chciała jakiegoś z adopcji conajmniej 7 miesięcznego, a ja znów bym wolała młodego kociaka…nic może mi się uda ją przekonać, że po prostu od koleżanki sobie młodego przyniosę do domu..:) A jeszcze 2 lata temu sobie mówiłam, że prędzej nie chcę kota niż jak będę na swoim już..no, ale odczuwa się brak tego zwierzęcia i znów chce się go mieć.