Strona 1 z 11

Moja kochana Whiskas – Epilog – część IV ostatnia.

Autor: | Data: 05 sie 2009 20:21 |
czytano: 403x

Myśli codziennie wracają do Whiski. Codziennie mam przed oczami różne obrazy z Naszego wspólnego Życia. W przeciągu dnia kiedy są do zrobienia różne zajęcia mogę się trochę oderwać od tych myśli. Ale kiedy przychodzi wieczór robi się ciemno i cicho myśli wracają ze zdwojoną siłą. Wieczorny jogurt. Tym razem biszkoptowy. Gdyby żyła kotka oczywiście by przyszła po swoją porcję. Ale Whiski uparcie nie przychodzi. Jakby się obraziła…? Przecież jej już nie ma… :( Tysiące myśli przelatują przez głowę. Brakuje mi codziennego głaskania kotki.

Cofnąć czas, cofnąć film… jakby tylko to było możliwe…

Czwartek

Noc ze środy na czwartek ubiegłego tygodnia była bardzo poszatkowana. Budziłem się przynajmniej piętnaście razy. Zazwyczaj budzę się w nocy raz, czasem dwa, ale tym razem było tego dużo więcej. Słyszałem jak Whiski chodzi po domu. Chyba nie mogła spać, ile razy się obudziłem tyle razy dało się usłyszeć cichy stuk jej pazurków na panelach podłogi. Nie, to nie stukanie pazurków mnie budziło. Budziłem się ot tak, sam z siebie. Oczywiście można to nazwać zwykłym przypadkiem czy zbiegiem okoliczności. Ale można również nazwać czymś więcej. Czymś co nie da się sensownie wytłumaczyć. Może to kotka sygnalizowała w jakiś sposób że zaczynają się jej kłopoty ze Zdrowiem? Może…

Rano byłem bardzo niewyspany ale poszedłem do pracy. Dziwne zachowanie kotki, zaczynała odzywać się podświadomość – chyba coś złego się dzieje. Około godz 10tej zadzwoniła Kasia. Powiedziała że chyba z kotką jest coś złego gdyż przy próbie zejścia z tapczanu Whiski spadła. Nie wyczuła brzegu tapczanu. Szybko zdecydowaliśmy aby z kotką jechać do weterynarza. U weterynarza dostała zastrzyki antybiotyki a także kroplówkę – do łapki. Od weterynarza wróciła z wbitym zabandażowanym weflonem. Ja byłem w pracy. Miałem masę czarnych myśli. W głowie zaczynał mi się układać trzeci rozdział pluszaków. Myślałem co napisze odnośnie kotki. Ciężko było ukryć w pracy łzy które co chwilę kręciły się w oczach… Z kotką było krucho, wyrwałem się z pracy około 12.30. W domu sprawdziłem stan Whiski. Kotka leżała spokojnie w swojej budzie. Nic nie dało się zrobić wiec na chwilę wróciłem do pracy. Około 14.30 dostałem gorączki. Po pracy zrobiłem małe zakupy, miedzy innymi kupiłem saszetkę mięsa dla Szarej. Było mi bardzo zimno. W domu okazało się że mam wysoką temperaturę bo aż 38.5. Skąd się pojawiła taka temperatura? Dlaczego? Od czego? Nie mam pojęcia. Nie zrobiłem nic więcej ponad to co robię codziennie. Nie wypiłem nic zimnego, nie przemarzłem w jakiejś chłodni. Gorączka pojawiła się nagle, tak jak szara kotka która przychodzi pod blok, ale o niej napisze w innej notce. Większość popołudnia przeleżałem albo przespałem. Kotka leżała w swojej budzie ale na chwilę przyszła do mnie. Przez cały dzień nie chciała nic jeść ani pić. Ale u weterynarza dostała kroplówkę wiec można to było jakoś zrozumieć. W czwartek Whiski również miała problemy ze spaniem, ile razy popatrzyłem na kotkę tyle razy miała otwarte oczy. Whiski często spała przez dzień, często w nocy, oczy zamykała tak jak każdy choć w ostatnich latach jej Życia nie widziała. Od czwartku coś złego się zaczęło dziać z jej Zdrowiem…

Bywają w Życiu takie sytuacje i chwile które ciężko racjonalnie i logicznie wytłumaczyć. I to nie jest jeden przykład ale przynajmniej kilkadziesiąt. Chyba Każdy tak ma… Tak jak cięzko jest wytłumaczyć deja vu, kiedy ma się wrażenie ze to co się robi już się kiedyś robiło, tak samo ciężko jest wytłumaczyć moje przeczucia ze dni kotki są policzone. Równie ciężko jest wytłumaczyć moje wielokrotne pobudki dokładnie tej nocy w której Zdrowie kotki zaczęło się psuć. Czy to ona wysyłała jakieś sygnały? Czy zbieg okoliczności? Moim zdaniem raczej to pierwsze. Tak jak nigdy w życiu nie miałem tak wysokiej gorączki która pojawiła się tak nagle, tak nigdy w Życiu nie budziłem się tyle razy w przeciągu kilku godzin snu.

Dzisiejsza notka jest dopełnieniem czwartego ostatniego dnia z Życia Whiski, a także mojego Życia i tego co się w nim działo. Whiski odeszła i w żaden sposób nie potrafię tego zmienić ani przywrócić jej Życia. Często chę ją zawołać ale w ostatniej chwili uświadamiam sobie że jej już nie ma, że już nigdy nie przyjdzie. Głeboka rana w Sercu… Ta notka kończy czteroczęściowy opis minionych dni ale nie zamyka tematu Whiski. Wręcz przeciwnie, dopiero go otwiera. Whiski przez całe swoje siedemnastoletnie Życie miała wiele przeróżnych przygód, część z nich przedstawię u pluszaków. Zapraszam Wszystkich miłośników zwierząt.

Podziel się na:
  • Dodaj do ulubionych
  • Facebook
  • Wykop
  • Twitter
  • Flaker
  • Śledzik
  • Blip
  • Blogger.com
  • Pinger
  • MySpace
  • Google Bookmarks
  • Gadu-Gadu Live
  • Grono.net
  • Kciuk.pl
  • Forumowisko
  • Poleć
  • Sfora
  • Spis
  • Linkologia
  • Yigg
  • email

Nowy komentarz


...