Pamięci Pana Ernesta…
Autor: Pluszak | Data: 11 sty 2010 6:47 |czytano: 343x
Witam po raz pierwszy w Nowym Roku życząc dużo Zdrowia, Szczęścia, Pomyślności, Spełnienia Marzeń, oby ten Rok był lepszy niż poprzedni. Miniony rok zakończył się dla mnie okresem intensywnej pracy ale udało się zdążyć ze wszystkim na czas i „pozapinać wszystko na ostatnie guziki”
ale początkiem tego roku dotarła do mnie smutna wiadomość – zmarł pan Ernest, mój, ale nie tylko mój fryzjer i to jemu poświęcam ten wpis.
W okolicy w której mieszkam jest kilka zakładów fryzjerskich ale ja wolę iść do centrum miasta choć jest to spory kawał drogi. Warto pofatygować się dalej ponieważ w zakładzie do którego chodzę od kilku lat panuje miła atmosfera a przede wszystkim strzyżą profesjonaliści z długoletnim stażem. Dbają o każdy szczegół fryzury, a po zakończonym strzyżeniu zawsze pytają klienta czy fryzura sie podoba… Choć strzyżą dwie panie i pan Ernest to często trzeba czekać na swoją kolejkę ponieważ przychodzi sporo klientów. Ale i dla czekających znajdzie się rozrywka – na stoliku leży świeża prasa. Szef zakładu był pan Ernest, miły starszy Człowiek często proponował zrobienie kawy czy herbaty swoim klientom. Zagadywał na różne tematy. Często potrafił zaskoczyć klienta. A to psiknął perfumką o ładnym zapachu, a to zaprosił na zaplecze na coś mocniejszego… Na ścianie przy stanowisku pracy pana Ernesta widać kilkanaście różnych dyplomów i wyróżnień. Są tam także podziękowania od kilku znanych osób, oraz dyplomy w zawodzie mistrz strzyżenia męskiego i damskiego. Siedząc na fotelu u pana Ernesta oglądałem je wielokrotnie. Pan Ernest był nie tylko mistrzem w zawodzie fryzjera ale przede wszystkim był mistrzem w nawiązywaniu kontaktów i dbaniu o klienta. Jeden z niewielu fryzjerów umiejących ogolić brzytwą. Znał wiele różnych ważnych osób z miasta i okolic, przedstawicieli władz, aktorów oraz zwykłych ludzi. Często miałem okazję posłuchać rozmów pana Ernesta z różnym ludźmi, do wielu klientów zwracał się po imieniu, zawsze zastanawiałem się jak On to robi że pamięta tyle imion różnych ludzi.
Ostatnio byłem w zakładzie fryzjerskim Eden u pana Ernesta końcem listopada. Jak zwykle miło, szybko i profesjonalnie. I tym razem zaskoczył mnie pan Ernest… po strzeżeniu zaprosił mnie na zaplecze i poczęstował kieliszkiem wiśniówki. Zacieśnienie relacji a może podziękowanie… Nie wiem… ale zostaje w pamięci… Pan Ernest zapytał czy będę przed Świętami. Miałem przyjść ale nie udało się zdążyć przed Świętami, za dużo pracy i obowiązków, za szybko uciekł czas. Zakład odwiedziłem ponownie 8 stycznia 2010 roku. Zaraz po wejściu do zakładu zauważyłem na stanowisku pracy pana Ernesta jego zdjęcie i kwiaty w wazonach. Chwilę zastanawiałem się co to za okazja… Imieniny? Urodziny? Hmm… Ale nie zapytałem aby nie popełnić jakiejś gafy. Podczas oczekiwania na swoją kolejkę słyszałem jak pracownice mówiły coś o pogrzebie. Czyżby pan Ernest zmarł? Zapytałem po strzyżeniu… Tak, zmarł… W wieku 67 lat. Podobno na raka żołądka tak usłyszałem od pracownic. Jakoś nie bardzo dociera do mnie ta informacja bo przecież jeszcze w listopadzie pan Ernest był w pełni sił, strzygł, rozmawiał z ludźmi, uśmiechał się. Nic nie wskazywało na kłopoty ze Zdrowiem… Pogrzeb odbył się 7 stycznia 2010 roku. Smutno. Wielu bielszczan uważało go za członka Rodziny. Dla wielu osób był kimś Ważnym. A ja straciłem ostatnia możliwość przekazania Świątecznych Życzeń, ba, nawet na pogrzebie nie byłem… Ale nie wiedziałem że pan Ernest zmarł. Może to i dobrze że ominął mnie pogrzeb… może lepiej zapamiętać Go jako miłego starszego pana… Życie toczy się dalej… do zakładu pana Ernesta będę nadal przychodził, oczywiście także odwiedzę cmentarz na którym został pochowany pan Ernest.
Na pewno jest dużo osób które lepiej niż ja znały pana Ernesta. Ja mogę napisać tylko tyle ile miałem okazję zobaczyć w jego zakładzie fryzjerskim który działa od 30 lat… Pan Ernest widziany okiem klienta… jednego z wielu klientów. Odszedł Mistrz fryzjerstwa i Mistrz kontaktów międzyludzkich…
Po raz kolejny sprawdziło się zdanie – nie znasz dnia ani godziny kiedy odejdzie Ktoś Ważny… A każdy kiedyś odchodzi. A więc korzystaj z tych dni w których Ważni dla Ciebie ludzie Żyją… Bo jeśli odejdą stracisz ich na zawsze…





















