Alef Stern – Pola Laska; Prezydent Miasteczka
Autor: Pluszak | Data: 06 lip 2010 20:44 |czytano: 1 979x
Człowiek z księżyca. Niewypał. Tajemnicza to postać, nie wiadomo jest skąd? Czy stąd? Czy gdzie indziej mieszka? Czy stoi za nim Mosad? Czy jakiś inny przesąd lub przesada? W razie każdym nie jest stąd, a raczej znikąd. Od Masy, Kiełbasy, Mikosia czy Dziada? Pisać o tym nie wypada. W każdym razie musi być jakimś spadochroniarzem, przywiezionym w teczce lumpiarzem, luminarzem. Perel go poznał w swojej mazurskiej daczy, jak ryby łowił. Prezydent wtedy patrzył, bo Prezydent wtedy nie był Prezydentem jeszcze wcale, a za to wódkę pił wspaniale. Był prosty, silny i siermiężny. Miał oratorski kunszt, że w gardło bez zbędnych bulgotów wszystko wlewał i flaszkę za flaszką lał, flaszkę za flaszką jak berło w dłoni dzierżył i lubił ludzi jak nikt inny dotąd i miał doświadczenie w pracy dla młodzieży. Oprócz trunku trutki zadowalał się byle ochłapem. Karierę zrobił na OHaPie jak inni dowódcy od wódki przywódcy. Zmierzył go Perel okiem, trochę z przekąsem, trochę bokiem i stwierdził, że przywiezie go w teczce do miasteczka i w grupie przyjaciół swoich pokaże. Chłopcy z grupy byli szczerzy, nikt w jego lotność umysłu nie uwierzył, ale że się zbliżały wybory, a stary Prezydent był już chory i nie mieli innego na oku delikwenta, tego szybko wzięli na Prezydenta. Z wyglądu jest podobny zupełnie do nikogo, trawestując opis kogoś, kto na sprawie się zna. Ale cała jego facjata, jego podobizny rys, jest po prostu zakazana jak w porze dobranocki pokazy bielizny. Zakazany pysk. Oczy ma nieciekawe, z lekka kropli alkoholowych zaciągnięte czerwienią kaperską, kapryśnie kaprawe. Uśmiech wykrzywiony jak z obrazu Picassa i sumiaste wąsy prawie do passa. Basta.
- Waść to? Nie? To wio? Wiśta wio!
Ale żaden z niego furman. Rydwanu lejce w kurzu tumanach. Statku miasteczka ster trzyma tuman i wałach. I sztuczne ma dwa zęby na przedzie, wyjmuje protezę przy obiedzie. By w zupie nie utopić lub w kotlecie nie stracić. To z winy boksu w latach młodych trenowania jego szczęka cała jest zadrutowana. I przez zęby swoje słowa cedzi, ale kiedy trzeba więcej, to do gawiedzi jego spokesman kulturalny pan Mikołaj Święty gada jak najęty.
Wybrany fragm pochodzi z książki Alefa Sterna – Pola Laska






















No;-) i wszystko Jasne
najbardziej bawi mnie tekst od Masy Kiełbasy – Bronek ukrywał w kampanii że mieszkał w Pruszkowie, o czereśniach nie zapomniał, a zapomniał jak to z barabaszami, dzikim, pawlikiem, i alim chadzał na żwirownie
wszyscy juz gryza ziemie – to by sie dopiero ucieszyli jak ich funfel z podstawowki daleko zaszedł
Tak, jakby ktoś się bawił Polską. Napisano scenariusz i reżyser ten scenariusz realizuje i śmiejąc się z nas jeszcze się tym chwali i pokazując scenariusz przeprany za książkę.
Tylko pytanie, czy scenariusz napisany metafizycznie, a jedynie odczytany i zapisany przez autora? Czy też może jak najbardziej realny plan działań zaszyfrowany w postaci powieści?
A może jedno i drugie?
A może chwila iluminacji pisarskiej, która poza świadomością dotknęła prawdy, czemu sama się teraz dziwi?
A może to po prostu Iluminacja? Ilu (trzeba kupić) (by) Mi (ta) Nacja (poddaną była)?